Kupujesz pierwsze auto na akumulator dla dziecka i widzisz w opisie magiczne słowo: "pilot dla rodzica". Brzmi jak zabezpieczenie wprost ze snów - masz pełną kontrolę, dziecko ma frajdę, nikt się nie boi. Tylko czy to naprawdę takie proste? A może pilot to tylko marketingowy gadżet, który po tygodniu ląduje w szufladzie razem z instrukcją?